Huang Ti

AKUPUNKTURA I TRADYCYJNA MEDYCYNA CHIŃSKA

   wersja do druku 
Strona glówna » Artykuły » Yaga Sosnowska » Refleksje nad kondycją tradycyjnej medycyny chińskiej w XX wieku 
Jeżeli chcesz otrzymywać informacje o zajęciach i szkoleniach, podaj swój email:

Zapraszamy też na nasze strony na Facebooku: Akupunktura, ziołolecznictwo, dietetyka, masaż stóp On Zon Su. Szkoła Tradycyjnej Medycyny Chińskiej - Refleksje nad kondycją tradycyjnej medycyny chińskiej w XX wieku facebook.png Google+ Akupunktura, ziołolecznictwo, dietetyka, masaż stóp On Zon Su. Szkoła Tradycyjnej Medycyny Chińskiej - Refleksje nad kondycją tradycyjnej medycyny chińskiej w XX wieku google+.png

Kilka refleksji nad aktualnym pejzażem (tradycyjnej) chińskiej medycyny w  Chinach i  na Zachodzie

konspekt do wykładu wygłoszonego przez Autorkę 9 IX 2009 roku w  Warszawie w  Centrum Sztuk Zdrowotnych.

27.09.09
Yaga Sosnowska
Uppsala
Szwecja
yaga.sosnowska@gmail.com

Jaka jest różnica między "tradycyjną chińską medycyną" a  po prostu "chińską medycyną"?Czy można przeprowadzić między nimi wyraźną granicę ?
Co dla nas a  co dla Chińczyków oznacza Tradycyjna Chińska Medycyna?
Czy akupunktura to wszystko?
Czego możemy się po niej spodziewać jako pacjenci?
W jakich przypadkach będzie ona najlepszym rozwiązaniem naszych zdrowotnych kłopotów?
Czym wyróżniają się lekarze tradycyjnej medycyny chińskiej?
Jak stawiają diagnozę i  co uważają za przyczyny chorób?
Jakie trudności spotykamy, jeśli chcemy ją zrozumieć jako terapeuci i  jako zainteresowani nią pacjenci? Skąd one wypływają?
Jaka teoria stoi za TCM, czym się różni od naszej, stojącej za med.zachodnią?
Każda sztuka medyczna uzależniona jest od kontekstu kulturowego i  społecznego.
Społeczeństwo buduje swoją medycynę poprzez stwarzanie zaburzeń zdrowia i  ram nakładanych na praktykujących.Więc czy synteza jest możliwa?
Czy możemy uprawiać "czyste" TCM?

Jako praktykująca tradycyjną medycynę chińską od wielu lat stawiam sama sobie te pytania jak również odpowiadam na nie innym, zainteresowanym tym co uprawiam.
Nie uważam siebie za specjalistę w  tej dziedzinie, ale od lat cieszę się odkrywniem ciągle nowych skarbów chińskiej tradycji medycznej i  chciałabym się moimi refleksjami podzielić z  innymi.
Pozwolę sobie odpowiedzieć na te pytania tak jak przychodzą mi one na myśl.

Czy akupunktura jest jedyną „prawdziwą techniką“ TCM?
Jakie są inne?

Tradycyjna chińska medycyna jest sztuką leczniczą o  niezmiernie bogatym wachlarzu sposobów leczenia, jak również o  mnogości różnych, składających się na nią prądów, w  jej rozwoju historycznym.

Wszystkie one oparte są o  te same zasady i  za nimi stoi zawsze ta sama, z  grubsza biorąc, filozoficzna teoria człowieka we wszechświecie, której bazą są przekonania o:

1.Jedności między makrokosmosem i  mikrokosmosem naszej istoty, „co na ziemi to i  w niebie“, fenomeny natury na zewnątrz nas mają swe bezpośrednie odpowiedniki w  naszym organizmie.
2.Nierozerwalności wielorakich aspektów fizycznych, psychicznych i… duchowych osoby ludzkiej, (tzw. podejście holistyczne ).
3.Niewidocznej energii Qi leżącej u  podstawy naszego życia i  obecnej w  nas tak długo jak żyjemy,a która staje się odczuwalna i  kierowalna poprzez system meridianów punktów biologicznie aktywnych.

Formy leczenia.

1.Ziołolecznictwo jest sztuką samą w  sobie, uważaną w  Chinach za najwyższy stopień wtajemniczenia.Oddziałuje bardzo silnie a  przy nieprawidłowym stosowaniu może spowodować wiele kłopotów. Ze strony lekarza wymaga dogłębnej wiedzy.

Z drugiej strony częścią ziołolecznictwa jest nauka o  wartości zdrowotnej produktów spożywczych jako formy prewencyjnej pojawienia się chorób jak również właściwa dieta w  przypadku zachorowań. Przykładem tej wiedzy u  nas są publikacje i  kursy na temat gotowania wg Pięciu Elementów.

2. Akupunktura – najlepiej znana nam forma leczenia używająca metalowych igieł wkłuwanych w  punkty biologicznie aktywne. Często niestety traktowana jako synonim tradycyjnej chińskiej medycyny. Najczęściej jest bardzo skuteczna, czasem mało skuteczna albo niefektywna, rzadko może zaszkodzić bo punkty biologicznie aktywne dążą do homeostazy (tak jak naczynia o  różnych poziomach wody gdy je połączymy to nigdy się nie przeleją ale mogą wyrównać poziomy).

3. Klasyczny masaż chiński nazywany Tuina. Oparty jest na tych samych zasadach co akupunktura. Zwiedziłam w  Chinach w  Luoyang szpital całkowicie poświęcony tej sztuce. Był imponujący w   różnorodności zaawansowanych zabiegów i  jakości pracy niewidomych masażystów. Przy czym ciekawostka dla nas -rozbieranie wzbronione, wszyscy pacjenci są całkowicie ubrani… Część masażu i  część manipulacji jest nieco podobna do pracy chiropraktyków i  masażystów shiatsu.

4. Akupunktura ucha jako system jest opracowana współcześnie ( wynikła z  niespodziewanej formy współpracy między zachodnimi i  wschodnimi lekarzami), została włączona w  dawny system.

5. Moksę (żarzące się zioła) stosuje się przy stwierdzeniu choroby z  zimna, poczuciu zimna, rozwinięta jako system szczególnie na północy kraju w  jego zimnym klimacie.

6.Guascha drapanie łyżeczką porcelanową albo płaskim kamykiem aż do osiągnięcia wybroczyn skutecznie likwiduje bóle, zastoje krwi. Jest to technika ludowa " z  domowej apteczki" nie pogardzana przez lekarzy.


7. Skrwawiania przy stwierdzonym nadmiarze zgromadzonym w  jednym miejscu (krwawe bańki i  w akupunkturze ucha ale nie tylko)

8. Bańki gorące, zimne, ze skrwawianiem i  bez głownie w  infekcjach płucnych i  bólach spowodowanych zastojami energii i  krwi jak również używane zamiast igieł przez samych pacjentów.

9. Akupresura ciała ucisk albo masaż rękami punktów akupunktury, łagodniejsza i  o efekcie mniej specyficznym niż akupunktura. Ogranicza ją fakt że mamy tylko dwie ręce ale za to zapewnia leczący kontakt fizyczny.

10. Laser- czyli leczenie skupionym światłem, technika bardzo niedawna, znakomita dla dzieci i  osób zrażonych do bolesnych zastrzyków. Niestety łączy się z  trudnościami w  absolutnie dokładnym znalezieniu punktu bez pomocy pacjenta i  odczucia de qi (specyficzne odczucie wyraźne dla lekarza i  pacjenta gdy nakłuta igła osiąga kontakt z  danym punktem biologicznie aktywnym).

11.Tai Chi, to gimnastyka zdrowotna, medytacja, sztuka ruchu, praca z  energią sztuka walki. W  wielu krajach, na przykład w  Niemczech jest oficjalnie uznana za metodę leczniczą i  rehabilitacyjną.

12. Qi gong - w  formie własnego treningu jak również w  formie wysyłania energii przez terapeutę.Widziałam ostatnio reportaż o  chińskim lekarzu, który wiele lat temu zachorował na białaczkę i  nie mając wiele do wyboru wyleczył się sam ćwicząc qi gong przez 8 miesięcy 6 godzin dziennie… inny chiński lekarz, którego poznałam osobiście leczy w  szpitalu wojskowym raka emisją energii qi- robi to przez 2 godziny dziennie ćwicząc sam siebie przez 6. To daje nam nieco wglądu w  to jak bardzo się różnimy w  pojmowaniu skuteczności zabiegów medycznych - uważamy, że trening raz w  tygodniu a  w najlepszym razie codziennie 20 minut jest aż nadto wystarczającym. I  gdy nie skutkuje, porzucamy go dla innego…

13.Różne formy wizualizacji czy medytacji mogą również być włączone w  proces leczenia.

14. Specyficzna Muzyka tradycyjnie wpływa na narządy wewnętrzne i  niweluje zablokowania.


Choć niektóre z  tych technik używane były i  czasem są używane na Zachodzie (pamiętam moją rejonową lekarkę pediatrę w  latach 60-70, która nie wypisywała dzieciom antybiotyków nie próbując najpierw baniek…) to różnią się one przede wszystkim systemem myślenia, które za nimi stoi jak również podziałem na: techniki ludowe (nie cieszące się wielkim zaufaniem bo niepotwierdzone laboratoryjnie) i  naukowe, fizjologiczne i  duchowe (nie cieszące się zaufaniem świata lekarskiego), fizjologiczne i  psychologiczno psychiatryczne. Te działy są jak dotąd ściśle pooddzielane w  naszej sztuce medycznej i  trudno znaleźć kogoś, ktoby działał na tych wszystkich polach jednocześnie. Nawet gdyby taka była jego wola to zabraknie mu środków medycznych łączących te dziedziny.

Przyjrzyjmy się teraz kilku aspektom myślenia chińskiego w  dziedzinie leczenia:
W jakich wypadkach tradycyjna medycyna chińska jest skuteczna?
Na linii łączącej nasze życie od zdrowego urodzenia aż po śmierć znajdujemy wiele etapów zdrowia i  jego braku.

Medycyna chińska może interweniować skutecznie nawet przy minimalnych odchyleniach od normy harmonii wewnętrznej - wtedy najłatwiej ten brak harmonii naprawić bo jest on tylko na poziomie energetycznym, funkcjonalnym i   nie nastąpiły jeszcze zmiany fizjologiczne, materialne. Jest najlepsza, najszybsza w  szarym obszarze kłopotów zdrowotnych, na które nasi lekarze nie mają czasu. Będą to na przykład zaparcia, bóle głowy, bolesne miesiączki, trudności ze wstaniem rano, zakłocenia apetytu, męczliwość itp. lekarstwa polecone u  nas w  tych wypadkach są bardziej łagodzeniem symptomów niż leczeniem przyczyn.

Gdy nie ma zagrożenia życia, medycyna chińska w  rękach doświadczonego terapeuty może dokonać "cudu" ale często wymaga długiego leczenia. Uważa się, że czas leczenia wynosi 10% czasu zaburzenia tzn. 10 lat bólów głowy wymaga 1 roku zabiegów.

Nie należy więc za długo czekać bo to później więcej kosztuje!

W przypadku ciężkich zachorowań również może być medycyna chińska bardzo użyteczna ale stosowana ostrożnie wobec braku współpracy między lekarzami medycyny zachodniej i  np. chińskiej, co uniemożliwia pełną skuteczność a  czasem powoduje konflikt między tymi dwoma sposobami leczenia.

Oparta na tradycji chińska sztuka leczenia jest znakomita w  leczeniu dolegliwości chronicznych bowiem jest w  stanie leczyć korzenie choroby a  nie tylko symptomy.

W przypadku schorzeń bardzo poważnych albo nieuleczalnych ta tradycyjna medycyna może zapewnić lepszą jakość życia,“podeprzeć“ system immunologiczny, zmniejszyć bóle jak również przygotować do operacji jak również odbudować organizm po poważnych interwencjach chirurgicznych (poważna luka w  zachodniej medycynie!) i  agresywnych leczeniach np chemioterapii w  przypadku raka.

Profilaktyka odbywa się w  ramach wszelkiego rodzaju aktywności enrgetyczno- fizycznych takich jak różne formy Qi gongu, Tai chi, medytacji, (czy np. tak popularnych w  Chinach tańców uprawianych codziennie rano w  parkach).

Najlepsze wyniki osiągane są kiedy zaburzenia zdrowia jeszcze nie przeszły w  chorobę, jak również w  wypadku chorób chronicznych. Wszystkie jednak techniki leczenia są technikami łagodnymi, nie inwazyjnymi, wymagającymi udziału pacjenta, jego przyzwolenia, pracy wewnętrznej bowiem igłom można się oprzeć (antybiotykom trudno…).

Natomiast napewno system medycyny zachodniej jest lepszy w  nagłych przypadkach gdzie chodzi o  uratowanie życia, operacje.

Energetyczny, psychiczny i  duchowy aspekt leczenia

We współczesnych Chinach, przez długi czas duchowy aspekt

leczenia był uznawany za przeżytek, spuścizna po zabobonach. W  erze walczącego komunizmu obowiązująca ideologia usiłowała wytępić wszystko co wykraczało poza prymitywny materializm .

Zawsze jednak pozostał aspekt energetyczny teorii i  praktyki medycznej, który za to u  nas na Zachodzie wzbudza tyle wątpliwości, bo energię qi nie da się zmierzyć ani zobaczyć instrumentami. A  czego nie możemy dotknąć i  zobaczyc mikroskopem elektronicznym, jak wiadomo, nie istnieje .

Po raz pierwszy zeszłego roku zobaczyłam reportaż angielski z  Chin gdzie pokazane było, że wymiar duchowy nigdy całkowicie nie zaniknął, ale zszedł w  pewnym sensie do podziemi choć ciągle jeszcze jest całkowicie nieobecny w  oficjalnej, masowej medycynie.

Lęk przed wymiarem duchowym, jako stwarzającym zagrożenie dla materialistycznej ideologii komunistycznej, bo pozwalający ludziom stać się niezależnymi w  odczuwaniu i  myśleniu wobec ogólnie nakazanych standartów wyraża się np.w na pozór absurdalnych i  okrutnych prześladowaniach ruchu Falun Gong. Tu anegdotka: W  Szwecji jest miasto co się zwie Falun, w  Chinach ta nazwa została ocenzurowana na internecie…

 trzech poziomów praktyki leczniczej fizyczno – energetycznej, psychicznej i  duchowej pierwsza zawsze była obecna, druga przez długi czas była bardzo nieśmiała. Przyznanie się do nieumiejętności poradzenia sobie z  emocjami, konfliktami psychologicznymi, stanami depresyjnymi było wstydliwe. Nic to dziwnego do niedawna jeszcze i   nas chodzenie do psychiatry czy psychoterapeuty było jednoznaczne z  byciem nienormalnym, „czubkiem“; choroba psychiczna wzbudzała silny lęk. Tym bardziej w  kulturach wschodu gdzie przyznanie się do stracenia panowania nad emocjami równa się straceniem twarzy i  wywołuje głęboki wstyd a  negatywna i  destruktywna siła wstydu na wschodzie jest porównywalna tylko z  naszym, chrześcijańskim poczuciem winy.
Ta sytuacja w  Chinach aktualnie się zmienia. Mnożą się kliniki, oddziały szpitalne otwarcie poświęcone problemom psychicznym i  mentalnym.

Niemniej tak chiński psychiatra czy zwykły lekarz będzie zawsze brał pod uwagę obydwa poziomy: ogólny energetyczno fizyczny i  jego implikacje psychiczne choć dla zwykłego lekarza stały ból głowy po pracy będzie świadczył o  możliwości konfliktu z  szefem czy frustracji z  powodu znienawidzonej pracy a  pacjent u  psychiatry/psychologa zacznie konsultację od odczuć związanych z  pracą. Tak czy inaczej leczenie może być podobne: leczenie frustracji i  jednocześnie bólu.

To właśnie jest może największą zaletą chińskiej medycyny (i nie tylko chińskiej, również jej dwuch koleżanek medycyny tybetańskiej i  ayurvedy): to za czym tęskni pacjent w  kulturze medycznej zachodu. Wszyscy tęsknimy za holistycznym podejściem do naszej choroby tzn.traktowaniu nas jako całości nierozdzielonej na nogi, głowę, nerki i  serce, depresję i   trudności z  trawieniem. Samo traktowanie nas jako sumy osobnych fragmentów przez oddzielnych specjalistów od serca, którzy nie wiele wiedzą o  depresji i  od nerek co nie wiele wiedzą o  bólach pleców wprowadza przepaść między nami jako osobą a  przeróżnymi naszymi niedomaganiami.

Tradycyjna medycyna chińska ma ten problem przepracowany : nieskończona sieć połaczeń wszystkiego ze wszystkim -sieć meridianów i  współzależnosć narządów wewnętrznych w  teorii 5 elementów w  naszym organizmie, daje możliwość diagnozy i  leczenia holistycznego.

Nasi lekarze wychowani najpierw na mechanice Newtona, podziale na duszę i  ciało Kartezjusza, a  ostatecznie na przekłamanej koncepcji naukowości są w  pułapce. Tak było i  jest ale widać pewne zwiastuny zmian. Coraz więcej jest badań zależności a  nie fenomenów samych w  sobie, ale ciągle brak nam praktycznych narzędzi przystosowanej do holistycznej medycyny.


Diagnoza =pejzaż wewnętrzny= obraz

Anatomia czy wewnętrzny pejzaż?

Chińska medycyna oparta na tradycji, ceni rolę symbolu w  opisie rzeczywistości wewnętrznej istniejącej na obraz i  podobieństwo rzeczywistości kosmicznej na zewnątrz nas i  tak też często przedstawia symboliczną anatomię.
Jest to naturalny, harmonijny krajobraz, przyjrzyjmy się w  szczegółach jednemu z  jego przedstawień.

MÓJ FETYSZ zdjęcie

„W górnej części widać łańcuch dziewięciu świętych górskich szczytów. Funkcjonują one jak kominy ściągające w  dół uniwersalne kosmiczne energie, które następnie zostają zgromadzone w  górskich jaskiniach – komorach mózgu i  centrach energetycznych.

W części środkowej stojące dziecko to yang (wszechogarniająca działalność) serca i  współczujący ogień (uczuć). Serce reprezentuje duchową mądrość, prostotę i  swobodny przepływ emocji.

W dolnej części, młoda dziewczyna symbolizuje yin nerek (bazę naszego życia) i  Element wody(odpowiedzialny za właściwy rozwój, mózg, kości, jak również gospodarkę wodną organizmu, między innymi). Przędzie ona jedwab ze światła Księżyca i  wplata je w  sieć przebiegów tchnień qi czyli meridianów“.(M. Winn „Alchemia taoizmu“ str.13)

Oczywiście nie jest to klasyczny obraz anatomii dla studentów medycyny ale pozwala uchwycić poetycki, symboliczny wymiar naszego istnienia, w  naszej medycynie całkowicie nieobecny. Nieużyteczny?


Diagnoza jako wewnętrzny pejzaż

Po wywiadzie, wysłuchaniu pacjenta, jego wersji niedomagań, zadaniu z  pozoru nieużytecznych pytań o  inne dolegliwości, o  choroby w  dzieciństwie, o  stan umysłu, sytuację rodzinna, zawodową, dietę ; po opukaniu, osłuchaniu, powąchaniu, zobaczeniu języka i  wysłuchaniu pulsu …

Diagnoza może przykładowo brzmieć jak następuje: niestety u  Pani brak Ognia Elemencie wody spowodował nadmiar zimnych płynów spływających bez kontroli w  dół a  nadmiar gorąca w  Drzewie buchnąl w  górę zablokowując górne części ciała niepokojąc jednocześnie Serce, nie dozwolił mu na odpoczynek co zkolei utrudniło Ziemi jej funkcję matki karmicielki.

Oto diagnoza-typ wewnętrznego pejzażu.
Abrakadabra, szarlataneria, czy manipulacja?

Przetłumaczywszy na „nasze“ może to brzmieć następująco: słabość nerek zakłociła funkcje oddawania moczu i  spowodowała poczucie zimna w  dolnej części ciała. Z  drugiej strony przegrzana frustracją i  gniewem wątroba uniosła swoją agresywną energię w  górę i  dała w  rezultacie silne bóle głowy po drodze powodując wysokie ciśnienie, palpitacje i  bezsenność co w  ostatecznym rezultacie zakłóciło trawienie.

W naszym przypadku tego typu długotrwające symptomy wymagałyby udania się do kilku specjalistów często ignorujących się wzajemnie.

Zalecenie leczenia wg chińskiej medycyny byłoby: ogrzać nerki igłami, moksą i  ziołami, uspokoić wątrobę (igłami i  uspokojeniem emocji, wyszkoleniem w  traktowaniu stresu przy pomocy medytacji, ćwiczeń oddechowych i  np.zmianą pracy, ew. ziół). Tak uspokojona wątroba z  kolei ma szansę uleczyć serce a  z tego automatycznie wyniknie poprawa trawienia.

Przyjrzyjmy się jeszcze raz przykładowi diagnozy: jest ona holistyczna bo bierze pod uwagę wszystkie elementy w  ich powiązaniu, i  ma również charakter dynamiczny – widzi powiązania przyczynowe i  w związku z  tym może ustalić kolejność leczenia i  wyeliminować nadmiar czynników wymagających leków (przy uspokojonej wątrobie jest duża szansa, że serce i  system trawienny ulegnie automatycznie poprawie).

Pozostawiam wyobraźni czytelników typ i  ilość lekarstw z  którymi ten pacjent wyszdłby z  naszej przychodni rejonowej.

Diagnoza stawia problem języka, który jest używany.
Dla niewtajemniczonych wiele stwierdzeń wyrażonych fachowymi terminami klasycznej medycyny brzmi całkowicie absurdalnie.

Weźmy dwa proste przykłady jak “Niebo“,, I  „Wiatr“, .
Nie wchodząc w  szczegóły można powiedzieć, że "Niebo" nie jest naszym rajem po śmierci, nie jest również przestrzenią atmosferyczną. W  największym skrócie jest zasadą rządzącą naszym życiem.
"Wiatr" stanowi najpopularniejszą przyczyną chorób.

W związku z  tym przyrzyjmy się dwum fragmentom książki E.Rochat na temat podstawowych pojęć klasycznych tekstów medycznych:

'"Ciel- Tian
Niebo (tian) reprezentuje naturę, porządek odpowiedzialny za regularną dystrybucję tchnień tworzących klimat, pory roku i  jakość każdego momentu w  czasie.
Jest miejscem ruchu ciał niebieskich, które stanowią wyznaczniki dla naszego kalendarza i  podziału czasu. (…)
Niebo jest najdoskonalszym wyrazem yang bowiem jest w  sposób ciągły tworzone przez to co się ulatnia, rozprzestrzenia, wznosi i  porusza się.
Niebo jest również początkiem, zasadą życia, prawem naturalnym wpisanym w  życie i  jego rozwój."
E.Rochat de la Vallée " Les 101 notions clés de la médecine chinoise" Guy Trédaniel Éditeur, p.3, tłum. własne

"Vent - Feng
Wiatr jest pojęciem o  wielu obliczach. Może reprezentować warunki klimatyczne i  tym samym wszystkie zaburzone tchnienia leżące u  podstaw chorób.Wyjaśnia to fakt, że będąc z  natury yang, może się połączyć z  wszystko jedno jakim innym zaburzonym tchnieniem tak yang jak yin.(…)
Kiedy wiatr staje się specyficznym, staje się szczególnym wyrazem tchnień Drzewa, Wątroby, wiosny…Wieje on jednak o  każdej porze roku .
Z natury, wiatr krąży bez przerwy i  ciągle się zmienia. Jest odpowiedzialny za przemieszczające się bóle stawów, wysypki, poczucia mrowienia lub brak czucia, skurcze i  spazm...pojawiające się w  zależności od od dotkniętego meridianu.Każdy symptom może przemienić się w  inny.
Z natury swojej, wiatr porusza i  podnieca.
Powoduje zawrót głowy, drżenie członków, konwulsje, wywraca oko ku górze…"
E.Rochat de la Vallée, " Les 101 notions-clés de la médecine chinoise", Guy Trédaniel Éditeur, 2009,p.68-69,tłum.własne

Jakie są przyczyny chorób?

1.Patologiczne czynniki zewnętrzne i  klimatyczne (wilgoć, wiatr, gorąco, zimno, susza…)
Klimatyczne w  tym sensie, że chodzi o  różne momenty w  jakich znajduje się natura wokół nas, nadmiernie wilgotna jesień, czy przedłużająca się susza)

A zewnętrzne oznaczają warunki w  jakich żyjemy, stwarzając je lub będąc do nich zmuszonymi (praca w  chłodni, w  klimatyzacji, mieszkanie w  zagrzybionym domu, wysuszone powietrze nowocześnie ogrzewanych domów, zbyt długa praca na komputerze)
Te zewnętrzne czynniki patologiczne działają na nas w  sposób anologiczny do klimatycznych – wywołują te same zaburzenia)

2. Czynniki wewnętrzne, czyli:
-osłabione aspekty obronne ( słabo regulowane otwieranie i  zamykanie porów skóry),

- poprzednio przebyte choroby, nawet wyleczone, zostawiają za sobą ślady w  postaci tendencji do zachorowań, pewnych słabych aspektów naszego organizmu

-wadliwa dieta (nieodpowiednia do warunków życia i  otoczenia, własnych słabości np częste jedzenie lodów gdy się pracuje w  chłodni), bardzo pikantne jedzenie przy wycieńczeniu objawiającym się spontanicznymi potami, głównie nocnymi.

-wyniszczający tryb życia

-wyniszczające emocje =długo tłumiony gniew, życie w  strachu przed szefem, bezrobociem, mężem, pogardliwą żoną, nieustanna troską o  ciężko chore dziecko…

3.Błędy w  sztuce leczenia popełnione przez lekarzy, przyczyny wstydliwie przemilczane u  nas bo prawdziwy, dyplpmowany lekarz powinien być nieomylny.





Rozmaite sposoby pracy
Jak w  każdej sztuce medycznej tak i  w tej istnieje wiele sposobów i  poziomów pracy.

Możemy trafić do dobrego technika: spotkamy się ze znakomicie bezbolesną i  precyzyjną techniką wkłówania igiel, ale wybór igieł będzie zależał bardziej od gotowych przepisów niż od wielopoziomowej, dymnamicznej diagnozy i  jest mało szans na ekstrapolację w  stronę psychicznego stanu a  na pewno nie duchowego procesu.

Przy przysłowiowym łucie szczęścia możemy trafić do dobrego, znającego swój zawód lekarza. Zostaniemy potraktowani na serio, symptomy z  którymi przychodzimy zostaną splecione w  całość, dostaniemy szczegółową i  zrozumiała dla nas diagnozę, zostaną nam przedstawione i  przedyskutowane różne sposoby leczenia pozostające do dyspozycji w  ramach tej tradycji wraz z  ich kosztami i  czasem potrzebnym na nie. Przedyskutowane też zostaną ukryte przyczyny emocjonalno-psychiczne i  ich konsekwencje w  pejzażu chorobowym.

Zostaniemy potraktowani jako dorosłe, odpowiedzialne osoby, partnerzy lekarza w  procesie leczenia i  powracania do zdrowia.

Rzadszy są artyści.
Ci znają wszystkie reguły i  wyjątki, znają treorię i  praxis.
Przeszli przez wiele stadiów w  swej klinicznej praktyce, opanowali wiele umiejętności i  dlatego są wstanie to wszystko zapomnieć i  działać widząc i  słysząc nie tylko wszystko to co pacjent mówi ale to co zmilcza jak również to oczym pacjent jeszcze nie wie. Działają tak jakby wszystkie reguły znikły i  kierują się wewnętrznym widzeniem rzeczy i  intuicją… (solidnie opartą na zapomnianej wiedzy…). To wielka przyjemność i  szansa spotkać kogoś takiego.

Jeszcze rzadziej zdarza się natrafić na mistrza. Ten ostatni, oprócz tego co nam może zaoferować dobry technik, lekarz i  artysta, będzie mógł nas poprowadzić drogą duchową. Jak daleko nas zaprowadzi, będzie zależało od naszej motywacji i  od zaawansowania samego mistrza. Nikt nie może poprowadzić dalej niż do miejsca w  kórym sam się znajduje i  uważa się, że stan równowagi fizycznej, energetycznej, psychicznej i  duchowej leczącego ma kapitalny wpływ na skuteczność leczenia.
Ale uwaga! Duchowość w  tej tradycji, nie utożsamia się z  religią czy bezcielesnością, oznacza on powrót do naszej najgłębszej natury, do centrum naszego istnienia. Mój tybetański nauczyciel Tarab Tulku Moja radanazywał to „powrotem do domu“ czyli do tego co w  pismach klasycznych nazywa sie sercem medycyny czyli do Ducha ożywiającego.

Każdy praktykujący medycynę chińską może wybrać jeden z  tych trzech modeli i  do niego dążyć w  ciągu calego życia.


Czy tradycyjna medycyna chińska jest możliwa na Zachodzie i  czy aktualna chińska medycyna jest tradycyjną chińską medycyną?

Chińska medycyna przeszła ogrone zmiany w  ciągu ostatnich 200 lat.
To co było tradycyjną medycyną zostało wręcz zakazane w  pewnym momencie = moda była na zachodnią a  własną traktowano z  pogardliwością jak stek zabobonów. Oczywiście tradycyjna medycyna przetrwała schodząc do podziemi. 90 % ludności tego ogromnego kraju nie miało szans leczyć się wg zachodnich standartów.

Potem przyszła rewolucja komunistyczno- materialistyczna. Nie lubiła ona słowa duch, dusza itp ale lubiła jak u  nas słowo narodowy i  przede wszystkim ludowy. W  ten własnie sposób dawna medycyna wróciła do łask za czasów Mao tse tunga. W  tym też czasie zaczęla ona przeciekać na zachód w  niespotykanym przedtem wymiarze.

Jak mówi Rudolph Balentin we wstępie do książki o  akupunkturze alchemnicznej, Mao tse tung amputował tradycyjną medycynę odcinając wymiar psychiczny i  duchowy tak aby była zgodna z  materializmem dialektycznym. Paradoksalnie to właśnie otworzyło jej drogę na Zachód, który może nie jest komunistyczny ale bardzo materialistyczny i  „naukowy“ w  sensie biologiczno materialistycznym i  mógł zaakceptować tę medycynę tylko w  jej formie odartej ze wszystkich aspektów duchowo-psychicznych, niewymiernych, niewidocznych dla „szkiełka i  oka współczesnego mędrca naukowca“.

 tu zaczyna się przedziwna historia, z  amputowanej, okaleczałej, materialistycznej akupunktury, jak z  konia trojańskiego, zaczęła wychodzić na światło dzienne głeboka potrzeba tego wymiaru który został odrzucony jako brednie o  Niebie co stwarza istoty ludzkie, o  duchu ożywiającym, o  duszach przynależących do każdego wewnętrznego narządu, o  możliwości leczeniu depresji poprzez wątrobę itd.itd. Zadziwiająca jest ilość książek poważnych autorów traktujących dziś na Zachodzie te właśnie aspekty.

Oczywiście nasza szkolna medycyna broni się przed tym dzielnie ale i  w tym murze zarysowują się jednak szpary i  coraz więcej ludzi i  lekarzy zainteresowanych medycyną przychodzącą z  Chin uważa jej tradycyjną potrójnośc (poziom fizyczny, psychiczny i  duchowy) za jej wielką zaletę a  nie wadę.

A co się dzieje w  Chinach?
Tam też rzecz zaczęla ewoluować, duchowość w  tym komunistycznym kapitaliźmie jest ciągle uważana za wroga państwa tak jak Falu Gong, ale możliwoźć leczenia zaburzeń emocjonalno – umysłowych coraz bardziej przeciera swą drogę w  społeczeństwie, rośnie na to zapotrzebowanie. Paradoksalnie dzieje się to z  powodu materialistyczno kapitalistycznych przekształceń prowadzących prostą drogą do problemów materialistycznego społeczeństwa zachodniego i  jego duchowych rozterek.

Ostatecznie Chiny przyjmują drogę kompromisu: Mnożą sie szpitale gdzie pacjent może wybrać między medycyną zachodnią i  tradycyjną i  powoli w  tradycyjną a  okrojoną zostają na nowo włączone w  sposób otwarty elementy psychiczne choć jeszcze nie duchowe.

Tak więc powoli budzimy się do opartej o  tysiącletnią tradycję medycyny trzech ciał, trzech światów w  jednym.
Niemniej, zamiast mowić o  Tradycyjnej medycynie chińskiej istniejącej na zachodzie w  dzisiejszych czasach, powinniśmy raczej mówić o  medycynie opartej na Chińskiej tradycji medycznej. I  mniej lub więcej wiernej tej tradycji.

 drugiej strony, jak zawsze przy przeniesieniu zdobyczy jednej kultury do drugiej następuje najpierw okres wielkiego pomieszania pojęć, dwuznaczności interpretacji, fałszywych proroków, samozwańczych mistrzów a  potem dopiero mozolny wysiłek rzeczywistego zrozumienia co ten drugi miał na myśli, zrewidowania własnych entuzjastycznych przekłamań, oddanie czci prawdziwym skarbom, czystym źródłom wiedzy i  mądrości.

Dopiero potem może nastąpić prawdziwa, twórcza asymilacja zdobyczy innego narodu, innej kultury, struktury społecznej i  życia duchowego.

Wydaje mi się, że częściowo znajdujemy się ciągle na poziomie pierwszym, gdzie króluje pomieszanie z  poplątaniem ale zwolna rośnie liczba tych co naprawdę chcieliby oddać cześć nie wersji popularyzacyjnej ale prawdziwemu obliczu medycynie chińskiej opartej na czystych żródłach tej wielotysiącletniej tradycji. Czeka nas tam jeszcze wiele tajemnic do odkrycia. Ale to wymaga uczciwej pracy. Więc wszystko przed nami.

Bardzo to jest zresztą podobne do historii Buddyzmu tybetańskiego po zaanektowaniu Tybetu przez Chiny Mao. Ta bardzo niedostępna dla Zachodu gałąź Buddyzmu nagle wyeksportowana na siłę do naszego świata poprzez przymusową emigrację najlepszych sił spotkały te same problemy i  te same etapy od totalnego pomieszania pojęć po próby odkrycia prawdziwego głębokiego sensu tej filozofii dającej niespodziewanie trafne odpowiedzi na dręczące nas dziś pytania.

Powoli może dojść do współpracy między medycyną chińską i  zachodnią. To ma już miejsce w  Chinach. Istnieją badania typu zachodniego nad medycyną przekazaną przez tradycję. Pacjent może często sam zadecydować jaką wybiera.Włącza sie nowe prądy, nowe techniki. Tradycja chińska nigdy nie była martwą księgą, nowe komentarze do klasycznych tekstów były zawsze ulubionym rodzajem literackim: pozwalały powiedzieć co się myśli nie uwłaczając dawnym myślicielom. W  ciągu całej długiej historii wiele było szkół i  tendencji. I  tak jest i  będzie w  Chinach.

Czy uprawia się tam to co my nazywamy TMC? Tak i  nie. Medycyna oparta o  teksty filozoficzne, "medycyna trzech ciał", jak ja to nazywam, była przywilejem uczonych, rozwijała się na dworze cesarskim, nigdy nie docierała do nędzarzy marzących tylko o  przeżyciu. Ale z  drugiej strony praksis lekarza nigdy nie była oderwana od tradycji kulturowej, powiedzenie, że Serce jest Cesarzem a  Osierdzie pierwszym ministrem była całkowicie jasną metaforą i  jako taka łatwo stawała się częścią myślenia medycznego.

Miejmy nadzieję, że powoli cenzura ideologiczana i  zauroczenie osiągnięciami medycyny zachodniej pozwolą tradycji znowu zakwitnąć.

Tym razem demoratycznie I   dla wielu. Ta wspaniała tradycja zawsze tam jest, choć często pozostaje na poziomie podświadomości.

Ale co z  nami?
Pierwszą trudnością jest kompletne niezrozumienie tej tradycji przez szkolną medycynę Zachodu. Czasem najprostsza dyskusja jest z  gruntu niemożliwa. Odrzucenie jest totalne, co najmniej oficjalnie.
My też, jak Chińczycy, jesteśmy wytworami naszej kultury, rozumiemy pojęcia, świat, nasze miejsce w  świecie na obraz i  podobieństwo tego w  czym wyrośliśmy. Trudno nam adekwatnie zrozumieć i  właściwie operować cudzym materiałem kulturowym.
Możemy jednak uczciwie docierać do źródeł, powoli włączać znalezione skarby w  naszą percepcję choroby, zdrowia i  roli leczącego i  ostrożnie używać narzędzi, które inni wytworzyli.
Możemy też odważnie przyznawać się, że czerpiemy ze wspaniałej chińskiej tradycji ale nie możemy twierdzić, że uprawiamy Tradycyjną Medycynę Chińską bo choć to brzmi dumnie ale tak naprawdę to daleko nam do tego…


Nieporozumienia na temat języka
„By zrozumieć śpiew słowika, muszę zajrzeć do słownika“

Nigdy nie jest za mało przypominania, że każda sztuka medyczna należy do danej kultury i  danego społeczeństwa. Dlatego też pojęcia jakie używa dana medycyna są często wręcz nieprzetłumaczalnę na inny system. Ten problem jest szczególnie dotkliwy w  wypadku medycyny chińskiej. Ma on bowiem dla nas różne aspekty:

1. system znaków chińskich nie przyporządkowuje każdemu znakowi tylko jedną jedyną treść jak w  językach (operujących alfabetem), słowo ENERGiA w  naszym języku składa się z  całkiem znaczeniowo neutralnych liter i  wywołuje w  umyśle ideę prądu elektrycznego czy poranek pełen dynamizmu, może coś jeszcze ale nie wiele i  te różne odnośniki znajdują się tylko w  moim umyśle, nie wiem co kto inny ma w  swoim…W języku chińskim jeden znak może odsyłać nas do wielu rzeczywistości, czy też do wielu jej warstw i  już w  samej jego formie graficznej istnieją konkretene wskazówki co do pojmowania go.

2. I  tak znak dla qi, czyli tchnień ożywiających nas i  świat, oznacza jedno a  znaczy drugie. Przedstawia on wystylizowany obraz kociołka na ogniu, wypełnionego smakowitym ryżem, znad którego unosi się wonna para. Mamy tu odniesienia do jedzenia, do ciepła, do przemian dokonujących się w  materii pod wpływem gorąca, do konieczności istnienia podstawowych substancji jako bazy czegoś bardziej niematerialnego, ulotnego. To co powiedziałam powyżej stanowi w  uproszczeniu streszczenie rozdziału teorii na temat qi!

3. Ale co ma zrobić nieszczęsny tłumacz, kiedy za każdym wyborem terminu z  zachodnioeuropejskich języków musi wyeliminować conajmniej ¾ znaczeń wynikających z  obrazku kociołka z  ryżem w  języku chińskim…no i  stąd wynika już mnóstwo nieporozumień.
Szczególnie, że publikacje popularyzacyjne nie posiadają żadnych możliwości wnikania w  te szczegóły – qi tłumaczona jako energia, energia życiowa niewiele nas posuwa w  stronę bogactwa pola semantycznego chińskiego znaku z  pękającym ziarnem ryżu.

4.Następnym potężnym źródlem nieporozumień są różnice kulturowe, filozoficzne. Medycyna oparta na filozofii taoistycznej, dla której nie ma sił nadprzyrodzonych i  duch przenika wszystko, nawet materię nieożywioną – łatwiej przyjmuje frustrującą prawdę o  ciągle istniejącej tajemnicy poza naszym, najlepszym nawet, poznaniem.

Medycyna zachodnia natomiast, oparta na filozofii racjonalistycznej ostatnich stuleci, wzbrania się przed wszystkim czego nie może zrozumieć i  poprzeć odpowiednią krzywą wyników wyrażonych rzędem cyfr.

Dlatego też z  punktu widzenia medycyny wschodniej, jesteśmy barbarzyńcami w  ogrodzie a  w naszym odczuciu medycyna wschodu opowiada bajki, a  poezja przecież nigdy nie zastąpiła wyników badań laboratoryjnych…

Wniosek z  tego może być tylko jeden: by rzeczywiście zrozumieć "śpiew słowika chińskiego", nie można się wyłącznie opierać na popularyzacjach (choć są one coraz liczniejsze i  coraz lepsze), trzeba koniecznie sięgnąć po znawców tego języka, obcej nam tradycji i  kultury tak aby uniknąć zgubnych przekłamań, fantazji prowadzących do nikąd.

Co moxemy zrobić?
Między innymi skorzystać bezcennych wykładach Elisabeth Rochat, tu u  nas w  Warszawie….jestem jej tłumaczką od przeszło 10 lat i  za każdym razem zadziwia mnie głębia jej myślenia i  rozmiar wiedzy.

P.S czyli proces nauki medycyny chińskiej opartej na tradycji

Kiedy zaczynałam studia w  latach 80, publikacje na ten temat były nieporównanie mniej liczne niż dzisiaj. W  Szwecji np. nie było praktycznie nic. Cała literatura była po angielsku, niemiecku i  francusku. W  gruncie rzeczy proces uczenia był prostszy i  chyba skuteczniejszy dla niewtajemniczonych początkujących. Informacji było mniej, wydawane książki były cienkie, podstawowy materiał dał się opanować a  później można było tą wiedzę stopniowo pogłębiać i  poszerzać w  nieskończoność. Ten proces był w  jakiś sposób naturalny.
Sytuacja w  ciągu tych 20 lat zmieniła się diametralnie – książek jest zatrzęsienie, popularnych zliczyć nie można…Zawodowo liczące się nazwiska w  tej dziedzinie wydają tomy o  conajmniej 500 a  czasem 900 stronach…nie wiadomo gdzie zacząć, jak się odnaleźć w  rosnącej liczbie absolutnych autorytetów, wszystkich głoszących prawdziwą prawdę o  Tradycyjnej Chińskiej Medycynie.

Osobiście wydaje mi się, że po pierwsze, nie należy się rzucać od razu na wielkie dzieła choć popularyzacje nie wystarczają, szczególnie, że czasem mogłoby się zdawać, że niektórzy autorzy przepisywali jedni od drugich.

Gdybym mogła o  czymś decydować proponowałabym kursus nie od pierwszego do ostatniego rozdziału jak w  szkole ale po spirali.
Co przez to rozumiem?

Proces uczenia sztuk medycznych czy innego uczciwego rzemiosła zawsze był oparty na praktyce: teoria była rozwinieciem praktyki a  nie naodwrót. W  nauce tego rzemiosła ( w  jego szlachetnym znaczeniu) każda porcja wiedzy powinna odrazu być sprawdzona w  praktyce i  aby ta praktyka była skuteczna powinna być podparta nową porcją wiedzy i  potwierdzona w  praktyce…

To troche tak jak toczenie kul ze śniegu, nie można odrazu utoczyć wielkiej kuli, trzeba najpierw mieć jądro, ale im większa kula wiadomości-zrozumienia-praktyki tym więcej nowego śniegu się do niej przylepia.

Nie trzeba się bać być prymitywnym i  ograniczonym na początku. Byle to czego się nauczymy miało w  nas mocne oparcie, w  naszej pamięci i  zrozumieniu każdego kolejnego obrotu spirali wiedzy.


Problemem jest oczywiście opracowanie takiego programu szkolenia na innych zasadach niż przyjęte aktualnie i   wymaga to solidnego przebadania różnych możliwości, prób i  objektywnej oceny wyników.
No cóż, skazani jesteśmy na błędy.